Ale z drugiej strony, czy mogę zmieniać swoje życie, sposób myślenia i siebie bez zmiany tego aspektu mojego życia? Czy skoro narzekam na swój wygląd, nie mogę spojrzeć w lustro, krępuję się gdy siadam, żeby nikt broń Boże nie zobaczył moich wałeczków (które notabene są głownie w mojej głowie), to czy prościej nie jest po prostu wziąć się trochę za siebie? Nie muszę od razu szaleć każdego dnia na siłowni po 3 godziny tak, że następnego dnia odpuszczam poranny wykład bo nie mogę zwlec swojego odwłoka z łóżka ale minimalnie, 3-4 razy w tygodniu poruszać się trochę, żeby lepiej się czuć i wyglądać.
I tak, w końcu, po prawie 18 latach czynnego uprawiania zacnej dyscypliny sportowej jaką jest zmiana kanałów w telewizji (ktoś mógłby w tej chwili zarzucić, że to dlatego, że nie mam tu mojej ukochanej telewizji, ale cichooo...:)), ruszyłam dupsko i pokochałam aktywność fizyczną!
Jako, że należę do osób, które wszystkim szybko się nudzą, te same ćwiczenia też dosyć szybko mnie znudziły. Na szczęście zupełnie przypadkiem natrafiłam na tę oto panią, z którą teraz wykonuję "10 min trening pośladków", "10 min trening brzucha" i "10 min trening nóg". Ay, daje ona popalić ale radość po zrobieniu wszystkiego jest niesamowita!
Jestem doskonałym dowodem na to, że należy zmienić tylko swoje podejście i nastawienie, wystarczy po prostu chcieć, czas się znajdzie. Wiele razy myślałam sobie, że dzisiaj mi się nie chce ale nigdy nie odpuszczałam, bo radość po zrobionych ćwiczeniach jest ogromna. A poza tym, jak mówi Mel b, myślcie o bikini!